Hm


Link 13.01.2007 :: 01:35 Komentuj (2)

Hm...z tego co pamiętam...kolejność byłą odwrotna. Wpierw powstała "Głębia" a na końcu "***". Zdaje się, że nie jest to bez znaczenia. Zwłaszcza, że wszytko to zrodziło się po części w trakcie siedzenia w saunie, w trakcie powrotu do domu, w trakcie parzenia herbaty, lektury tamtego wieczoru aż wreszcie spisania tego wszystkiego z glowy na szklany monitor, aby zasnąć, bo na nic innego nie moglem wtedy...i chyba dzisiaj tez nie moge liczyc skoro wkleilem to wszystko tutaj i się pod tym dalej podpisuje...zabawane...


 


Do usłyszenia.



Głębia


Link 13.01.2007 :: 01:32 Komentuj (0)

 


Głębia


 


Każda Głębia jest Istotą...


 


Każda Istota jest Prawdą...


 


Więc nie dziwmy się, że gdy topimy się we własnym istnieniu...


 


Tak trudno zrozumieć...


 


Tak trudno być szczęśliwym...


 


Tak trudno się nie smucić...


 


Życie wyobrażeniami jest łatwiejsze...


 


Uzewnętrznienie wnętrza patrząc w lustro jest trudniejsze...


 


Ale dzisiaj to chyba niepotrzebne...


 


Dzisiaj głębia chyba nie jest ważna...


 


 



Zdrada


Link 13.01.2007 :: 01:31 Komentuj (1)

 


Zdrada 2000


 


-To nie możliwe!


 


-A jednak!


 


-Przecież ja...


 


-Wcale nie!


 


-Skąd Ty...


 


-Bo wiem!


 


-Ja nie rozumiem!


 


-Nie dziwie się


 


-To nie FAIR!


 


-Owszem


 


-Nie zasłużyłem!


 


-Pojęcie względne.


 


-Ona...Tak nie można!


 


-Załóż się!


 


-Eh...czyli...nic z tego?


 


-Mhm...


 


-Rozumiem...


 


-Wątpię!


 


-Dobrze...Zostawiam to...


 


-Ty świnio!


 


 



A w sumie...


Link 13.01.2007 :: 01:31 Komentuj (0)

Tak naprawdę, to napisalem wtedy 4 quasi-wiersze. Wkleje je wszystkie tutaj. Co mi tam. Ciekawe jak będą się komponować na tle mojej latarni blogowej.


Esencja miłości


 


Drrryn Drrryn Drrryn


 


-Hallo!


 


-Kochanie to ja! Jestem w ciąży, będziemy mieli dzidziusia!


 


-Wspaniale. Wyślij mi zaraz sms'a z aktualną wartość WIG20.


 


Dit Dit Dit


 


<Zaraz! Co? Że co będziemy mieli? Dzidziusia? Jest w ciąży? O boże! Będe miał syna!>


 


Drrryn Drrryn Drrryn


 


-Słucham!


 


-Kochanie, co ty mówiłaś? Jesteś w ciąży? Będę miał syna? Kochanie?


 


-Tak. Kup włoszczyznę jak będziesz wracał.


 


Dit Dit Dit...


 



Coś napisałem...


Link 13.01.2007 :: 01:29 Komentuj (0)

Te myśli spisałem blisko ponad rok temu...po dłuższym posiedzeniu w saunie. Styczeń to kiepski miesiąc.


 


* * *


 


 


Jest jak eksponat z zakurzonej wystawy w nudnym muzeum...


 


Do tego z plakietką "Nie dotykać" nie wiedzieć czemu...


 


Obawa, przed czym? Bo się potłucze? Czy raczej, że ktoś się porani?


 


Przez to dziś, ludzie nie wiedzą, czym jest mIŁOŚĆ...


 


Za to, wszyscy wiedzą czym na pewno nie jest...


 


Nie ma takiej drugiej "dziedziny", w której człowiek woli posługiwać się niewiedzą


 


Bezpieczniej, szybciej, prościej...


 


Właśnie, dlatego mIŁOŚĆ dziś jest tak wyjątkowa...


 


 


 


P.s. Zastanawiam się tylko czy zasadnym jest mówić „dziś”?


 



Ekwinokcja


Link 17.11.2006 :: 00:56 Komentuj (1)

Część Blogu!


Miałem pisać...w miarę regularnie. Skłamałem. Wygląda to tak jak szybkie życie w większym mieście - czyli nijak! Ale bynajmniej kiedy mi źle wiem gdzie spojrzeć. Bardzo wiele mam na głowie. Prowadze trzy projekty. Nie mam czasu na myślenie o sobie, o mnie względem otoczenia, o mnie jako pewnym punkcie odnieienia. To mnie drażni najbardziej. Choć w sumie...bardziej brak wypicia dobrej herbaty z kimś...nie powiem bliskim bo za dużo bym chcial...ale z kimś spoza tego światka w którym funkcjonuje. Mialem kiedyś taką osobę...Mialem takich osób z dwie. Teraz już nie mam. Pretensje. Żal. Brak możliwości dania tego co oczekiwała druga strona. Albo. Odległość.


Jednorożec. Zazwyczaj wyobrażam go sobie spowitego blaskiem tęczy. To dzięki jednej osobie. Boże...To wspomnienie mnie naprawde cieszy. Albo...ta prezentacja w Power Poincie zrobiona dla mnie, która miala dać i o dziwo rzeczywiście, faktycznie, praktycznie dała wycinek namacalnego czasu. Pozowliła mnie sfotografować pozującego do zdjęcia z "czasem" stojącego pod rękę w tle kosmosu. MIędzy wielką a małą niedźwiedzicą.


Pójdę już spać. Nie widze szansy by mój stan jakoś sie polepszył w najbliższym czasie, więc pewnie będę tu pisał częściej. No, chyba że nie znajdę czasu.


Co do wierszy/piosenek. Świetnie komponuje się w rodzaj podjetej tematyki czasu tekst bodaj Grześka Turnaua


Dwadzieścia cztery smutki
to zwykła nasza doba.
I dzień jest nie za krotki,
i noc się nam podoba.
Deszcz pada nieustanny
i nudny, i nużący,
za oknem chodzą panny
smucące się niechcący
(niechcący...)
Za oknem wieczór spływa
po dachach i po rynnach,
i ciemność odpoczywa
bezpieczna i bezczynna.
Dwadzieścia cztery smutki...
Usiądę sam za stołem,
zamyślę się wieczyście
o życiu niewesołym,
przez które ze mną szliście.
O naszym domu niskim
i o wysokim niebie,
o wszystkich i o wszystkim -
i za was, i za siebie.
Dwadzieścia cztery smutki...


Ale...Tak naprawde chodzi za mną jeden tekst piosenki, który od dawna powinien być już na tym Blogu, bo dotyczy chyba tego co cały czas wzbraniam się zdefiniować.


Było kiedyś między nami



Przecież było, proszę pani,
tyle kłótni między nami,
tyle słów płynących łzami. Tyle listów.
Więc to chyba jednak, moja droga,
nie było znowu takie nic.
Choć w pudełku twoje listy,
a w szufladzie me rysunki,
chociaż dawno zapomniane
śmiechy, żale, pocałunki,
to co było kiedyś między nami
musi sobie jeszcze gdzieś tam żyć.
Ja nie chcę wcale walczyć z czasem, wspomnieniami,
bo w przemijaniu drzemie cały życia smak.
Spojrzę raz tylko i uśmiechnę się - ot tak -
do paru chwil co były kiedyś między nami.

Tyle było wojen, zwycięstw
telefony i piwnice.
Wiele ławek, wiele ulic wieczorami.
I pomyśleć, że nam wtedy
wystarczyło całkiem tak po prostu - być!
Wtedy było, proszę pani,
takie niebo ponad nami
i ulice z kałużami złotych liści...
Więc to chyba jednak, moja droga,
nie było znowu takie nic.


Włączyłem tą piosenkę. Dreszcz....



Angelologia


Link 05.11.2006 :: 11:30 Komentuj (0)

Dzisiaj wracam do Warszawy. Jutro poniedziałek. Powrót do pracy, kolejne spotkania, konferencja jakaś, prezentacja. Znowu będę mrużył oczy i będę miał wrażenie permanentnej ekwinokcji. Ale obiecuje blogu...zatrzymam się na moment...zajrzę tutaj...napisze coś. Od siebie. Póki co idę się pakować.


p.s. Bardzo cenię Zbigniewa Herberta, prawego człowieka w czasie nieprawości społecznie przyzwolonej.


Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i
idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych
czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora
Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź



Poranek


Link 04.11.2006 :: 12:04 Komentuj (1)

Dzień Dobry mój blogu.


Tytuł wpisu - poranek, a to już prawie samo południe. Za długo siedzę po nocach. Otulony zapachem kawy zasiadam do pisania. A raczej do myślenia. Nie chwytam pióra tylko po to, by pisać. Chwytam je wtedy, gdy mam coś do powiedzenia. No, może tylko na tym blogu jest inaczej. To wcale nie jest oczywiste. Dzisiaj wiele osób pisze dla pisania. Czasami jest to usprawiedliwione w pewnym, skądinąd sensie. By przywołać choćby Mrożka. Jego "Baltazar" to warsztat rehabilitacyjny. Naprawde z nim źle...ale i tak będę patrzał na niego przez pryzmet Jego "Małych Listów". Nie o tym jednak chciałem mówić. Nie chcę by ten blog owiany był literaturą, czy publicystyką, z którą mam do czynienia wszędzie i którą przegryzam co dzień rano bułkę i popijam dobrą kawą z dwiema łyżeczkami cukru. Co ja chciałem napisać...No tak. Wiem. By rzec za Słowackim..."Smutno mi Boże". Jestem w jakiś dziwnych kawałkach. To chyba nie pogoda. Choć nie wiem. Chandry nigdy nie miewiałem. Jestem mężczyzną. To też w końcu nie przystoi. Nie wiem. Jakoś zawsze jak jestem w Gdańsku dziwne mnie myśli nachodzą, wspomnienia. Nie jest to jednak myślenie twórcze. Ożeż ty! Szkoda. Ale i tak za dwa dni wracam już do Warszawy. Wiele rzeczy czeka. Wielkie plany. Sporo pracy. Ta anonimowość. Wspaniała rzecz.


Ostatnio jestem monotematyczny muzycznie. Dudni mi w głowie "Bracka".


bracka


na północy ściął mróz
z nieba spadł wielki wóz
przykrył drogi pola i lasy
myśli zmarzły na lód
dobre sny zmorzył głód
lecz przynajmniej się można przestraszyć


na południu już skwar
miękki puch z nieba zdarł
kruchy pejzaż na piasek przepalił
jak upalnie mój boże
lecz przynajmniej być może
wreszcie byśmy się tam zakochali


a w krakowie na brackiej pada deszcz
gdy konieczność istnienia trudna jest do zniesienia
w korytarzu i w kuchni pada też
przyklejony do ściany zwijam mokre dywany
nie od deszczu mokre lecz od łez


na zachodzie już noc
wciągasz głowę pod koc
raz zasypiasz i sprawa jest czysta

dłonie zapleć i złóż
nie obudzisz się już
lecz przynajmniej raz możesz się wyspać


jeśli wrażeń cię głód
zagna kiedyś na wschód
nie za długo tam chyba wytrzymasz
lecz na wschodzie przynajmniej życie płynie zwyczajnie
słońce wschodzi i dzień się zaczyna


a w krakowie na brackiej pada deszcz
przemęczony i senny zlew przecieka kuchenny
kaloryfer jak mysz się poci też
z góry na dół kałuże przepływają po sznurze
nie od deszczu mokrym lecz od łez


bo w krakowie na brackiej pada deszcz
gdy zagadka istnienia zmusza mnie do myślenia
w korytarzu i w kuchni pada też
przyklejony do ściany zwijam mokre dywany
nie od deszczu mokre lecz od łez
bo w krakowie na brackiej pada deszcz


bo w krakowie na brackiej pada
pada deszcz
pada deszcz


post scriptum: Zabawna jest historia powstania tej piosenki. Kiedy Michał Zabłocki udał się do Turnaua na Bracką i nie zastał go w domu. Okropnie wtedy padało. I napisał piosenkę. Esencjonalność prostoty.



Jeszcze jedno...


Link 03.11.2006 :: 21:21 Komentuj (5)
Dzisiaj dzień minął mi pod słowami wiersza Kamila Baczyńskiego...ale zaśpiewanego przez Grzegorza Turnaua...to ważne

Znów wędrujemy

Znów wędrujemy ciepłym krajem,
malachitową łąką morza.
Ptaki powrotne umierają
wśród pomarańczy na rozdrożach.
Na fioletowoszarych łąkach
niebo rozpina płynność arkad.
Pejzaż w powieki miękko wsiąka,
zakrzepła sól na nagich wargach.
A wieczorami w prądach zatok
noc liże morze słodką grzywą.
Jak miękkie gruszki brzmieje lato
wiatrem sparzone jak pokrzywą.
Przed fontannami perłowymi
noc winogrona gwiazd rozdaje.
Znów wędrujemy ciepłą ziemią,
znów wędrujemy ciepłym krajem.

Uśmiecham się...

No to chyba początek...


Link 03.11.2006 :: 21:04 Komentuj (1)
Cześć!

Założyłem sobie przed momentem bloga. Jak wiele tu znaczków. Pewnie troche zajmie mi zanim obeznam się ze wszystkim. Jakby nie patrzeć...to tak jak przeprowadzka do nowego mieszkania...trochę mija czasu zanim się przyzwyczaisz, poznasz kazdy zakątek, ten lepszy i ten gorszy. Niech więc ten blog będzie moim nowym mieszkaniem, mieszkaniem moich myśli, uczuć i emocji. Tak...tutaj je przeprowadze, gdyż w moim umyśle tłoczyły się przez wiele lat mojego życia. Cały czas były obok moich głównych myśli...moich celów. Teraz same chcą dojść do głosu. Aprobują mnie na każdym kroku. Nie powiem...moze oczekuje że ten blog pomoże mi odnaleźć w sobie delikatność i uczuciowość, której moja dusza się domaga, a którą ja skrzętnie maskuje...chowam...odkładam. Już czuje się lepiej, że moge pisać, wyrazić siebie, może i mętnie, ale jednak. Pewnie będzie mi szło co raz lepiej. Zawsze mi idzie co raz lepiej. Taki ze mnie typ. Jestem skazany na sukces. Przez determinacje. Przez konsekentność. Przez pewność. Przez bezpardonowość. Przez bystrość. Brakuje mi kogoś dla kogo mógłbym pisać. Do kogo mógłbym czuć...dla kogoś parzyć herbatę. Nie jest problemem to, że nie moge znaleźć sobie nikogo. Przeciwnie. Cały czas znajduje. Ale to nie to. To nie tak. Odchodze ja. Czasami, ale rzadziej odchodzą one. Ostatnio odrzuciłem uczucia bardzo pięknej i inteligentnej kobiety. Nie czułem żaru...to nie było to. Jedynie co to ogromny szacunek i ogromną życzliwość, przyjaźń. Nie mogłem się zdobyć na więcej. DO tego jeszcze ostatnio zaczynają wracać wspomniania z czasów gdy byłem z jedną kobietą...bardzo długo...bardzo poważnie. Zerwałem z nią. Odszedłem. Ale Ona w trakcie dwa razy odchodziła. Wracała. Ja nie wrócilem. Czytając dla nie poezje, mieszkając od niej 360km kłóciłem się z nią bez niej...jak Przerwa - Tetmajer ze swoją lubą. Ten blog był dobrym pomysłem.

p.s. uwielbiam dżwięk saksofonu...


Moi goście.

Moje wspomnienia
2008
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad


Wykonała Paula.
Dla Linkup.pwii.pl.


Linki